„Siatkówka wybrała mnie”: Semeniuk prowadzi „Warszawę” do Final Four LM

Autor: Dmitry Test19032026

„Siatkówka wybrała mnie”: Semeniuk prowadzi „Warszawę” do Final Four LM-1

Юрій Семенюк

W decydującym meczu wyjazdowym Jurij Semeniuk został MVP i jednym z głównych bohaterów warszawskiej drużyny. 31-letni ukraiński środkowy ma wyjątkową historię — zaczął grać w siatkówkę dopiero w wieku 21 lat, ale dzięki talentowi i niestrudzonej pracy wzniósł się na najwyższy poziom. W zeszłym roku, podczas debiutu swojej reprezentacji w Lidze Narodów, został najlepszym blokującym turnieju. Na każdy mecz międzynarodowy zabiera ze sobą szczególną ukraińską flagę i dedykuje swoje występy rodakom. Teraz jego uwaga skupiona jest na ćwierćfinale Ligi Mistrzów, w którym „Projekt Warszawa” zmierzy się z wymagającym rywalem z rodzimej ligi — „Bogdanka LUK Lublin”.

„Projekt Warszawa” awansował do fazy play-off Ligi Mistrzów jako najlepsza drużyna spośród tych, które zajęły trzecie miejsca w grupach, a następnie zadziwił kibiców niesamowitym powrotem, zdobywając przepustkę do ćwierćfinału. Po porażce w pierwszym meczu przeciwko „Trentino” w Warszawie po tie-breaku, drużyna udała się do Trydentu i dokonała imponującego zwrotu akcji. Przegrywając 1–2 w setach, zdołali wyrwać zwycięstwo w tie-breaku, a następnie przypieczętowali sukces w „złotym secie”. Zdobywając 15 punktów, w tym pięć bloków, Jurij Semeniuk został uznany za najbardziej wartościowego gracza meczu.

„Kiedy „Trentino” prowadziło 2–1, myślę, że uznali już, iż wygrali mecz. Ale tak naprawdę właśnie w tym momencie zaczęli go przegrywać. Zbyt wcześnie uwierzyli w zwycięstwo, choć mecz jeszcze się nie skończył. My natomiast bardzo chcieliśmy wygrać. Włożyliśmy tyle czasu, serca, zdrowia, emocji i całego życia, aby być na tym boisku i walczyć w Lidze Mistrzów. Oddaliśmy absolutnie wszystko i zdołaliśmy wygrać czwartego seta, piątego seta oraz „złoty set”,mówi Semeniuk.

Następnym wyzwaniem na drodze do Turynu będzie starcie z „Bogdanka LUK Lublin” — debiutantami w Lidze Mistrzów. „Warszawa” przegrała z nimi oba mecze w sezonie zasadniczym PlusLigi, ale najważniejsze pojedynki są jeszcze przed nimi — stawką jest przepustka do „Final Four”.

„Nasze mecze przeciwko Lublinowi w tym sezonie PlusLigi nie były złe. W pierwszym spotkaniu mieliśmy tylko siedmiu dostępnych graczy z powodu chorób — dwóch libero, dwóch rozgrywających, dwóch przyjmujących i mnie, bez atakującego — więc „Wspaniała Siódemka” musiała grać w takich okolicznościach. W meczu domowym, który przegraliśmy 3–1, obie drużyny grały dobrze, ale popełniliśmy zbyt wiele niewymuszonych błędów i być może nie pokazaliśmy swojego maksimum. Teraz ćwierćfinał Ligi Mistrzów to już inna historia. Gra u siebie przed pełną halą da inną energię i emocje, ponieważ mecze ligowe i Ligi Mistrzów to zupełnie inne poziomy i stawki. W Lidze Mistrzów nie ma miejsca na błąd — jedna porażka może kosztować bardzo dużo. Przeciwko „Trentino” przegraliśmy pierwszy mecz 3–2, choć mieliśmy szanse na wygraną, co skomplikowało sytuację. Ale pokazaliśmy charakter i odwróciliśmy losy rywalizacji. Teraz wszystko zaczyna się od nowa. Jeśli chcemy coś osiągnąć — a chcemy — musimy walczyć i wygrywać z każdym przeciwnikiem”, — dodał Semeniuk.

W zeszłym sezonie „Projekt Warszawa” zatrzymał się o krok od „Final Four”, przegrywając „złoty set” z „Halkbankiem”, co sprawia, że tym razem są jeszcze bardziej zmotywowani, by po raz pierwszy w historii klubu trafić do czołowej czwórki Ligi Mistrzów.

„Myślę, że każdy gracz wychodzi na boisko z celem zdobywania medali. Kiedy przez lata ciężko pracujesz, poświęcasz zdrowie i oddajesz siatkówce wszystko, psychicznie jest bardzo trudno, jeśli na koniec sezonu nie przynosi to rezultatu. Ale to sport, to siatkówka — gra zespołowa, w której trzeba kontynuować walkę. W zeszłym roku zabrakło nam tylko jednego kroku do „Final Four”, więc w tym sezonie byłoby wspaniale to osiągnąć — i być może pójść jeszcze dalej. Idziemy naprzód i dla mnie nie ma znaczenia, czy to mistrzostwa Polski, Liga Mistrzów, Puchar Polski czy Liga Narodów — zawsze chcę wygrywać i kończyć sezon z medalem jako nagrodą za włożony trud”, — powiedział Semeniuk.

W 2024 roku „Projekt Warszawa” wygrał Puchar Wyzwania, a Jurij Semeniuk odegrał w tym kluczową rolę, zostając MVP turnieju. Na podium wyróżniał się, trzymając ukraińską flagę — szczególną dla niego, ponieważ widnieją na niej podpisy kolegów z reprezentacji narodowej. Do dziś zabiera tę flagę ze sobą na mecze.

„Wciąż mam tę flagę — podróżuje ze mną niemal wszędzie. Zawsze biorę ją na mecze Ligi Mistrzów, wkładam do walizki lub plecaka i czekam na odpowiedni moment, kiedy wygramy coś ważnego. W lidze biorę ją tylko na decydujące mecze. W ostatnich latach — zarówno w reprezentacji, jak i tutaj, w Warszawie — zawsze jest ze mną. Miałem ją także w Trydencie, ale po tak długim meczu, tytule MVP i wywiadach telewizyjnych nie było okazji, by ją wyciągnąć. Ale jeśli awansujemy do „Final Four”, na pewno będzie ze mną”, — wyznał.

Po zwycięstwie w Lidze Europejskiej 2024 roku Ukraina zaliczyła udany debiut w Lidze Narodów, walcząc o awans do turnieju finałowego do ostatniego meczu i ostatecznie zajmując 10. miejsce. Mimo to Jurij Semeniuk zajął pierwsze miejsce w rankingu blokujących turnieju. Tego lata Ukraina ponownie zmierzy się z najsilniejszymi drużynami świata, a następnie skupi się na Euro 2026 — dla Semeniuka i jego kolegów każdy mecz ma teraz jeszcze większe znaczenie.

„Gram w reprezentacji już 10 lat i od początku wojny każdy mecz stał się jeszcze ważniejszy — nie tylko dla nas, zawodników, ale i dla wszystkich w domu. Na chwilę każdy Ukrainiec — cywil czy żołnierz — może oderwać się od wojny, oglądając nasze mecze. To przynosi pozytywne emocje i daje ludziom coś jasnego. Kiedy wychodzimy na boisko, by walczyć i, mam nadzieję, wygrywać na poziomie międzynarodowym, oddajemy coś każdemu człowiekowi, każdej rodzinie, każdemu wojownikowi. Te mecze znaczą dla nas bardzo wiele. Jednocześnie nie jest to łatwe, bo nasze myśli są stale z Ukrainą i bliskimi. Gramy nie tylko dla siebie, ale i dla swojego kraju”, — powiedział Semeniuk.

W 2025 roku Jurij Semeniuk jako kapitan poprowadził Ukrainę do imponującego debiutu w Lidze Narodów, zostając najlepszym blokującym turnieju.

Jego ambicje — jak i całej drużyny — pozostają wysokie: „W zeszłym roku pokazaliśmy dobrą siatkówkę i osiągnęliśmy niezłe wyniki, ale oczywiście byłoby jeszcze lepiej awansować do turnieju finałowego VNL. Dobrze wypadliśmy w pierwszych dwóch tygodniach, ale w trzecim trochę nam zabrakło. Mam nadzieję, że w tym sezonie będziemy mogli powalczyć o wejście do finału. Wierzę, że nas na to stać. Być może nie mamy najszerszego składu, ale gramy tymi zawodnikami, których mamy, mamy plan i jasne cele”.

Historia Semeniuka to jaskrawy przykład tego, że każdy sportowiec może przejść własną drogę. Podczas gdy większość siatkarzy zaczyna w dzieciństwie, on zajął się tą dyscypliną dopiero w wieku 21 lat — i mimo to osiągnął poziom światowy. Został zauważony przez trenera, gdy pracował w sklepie i studiował już prawo, po czym rozpoczął swoją drogę dzięki wytrwałości i pracy.

„Jeśli spojrzeć na innych graczy, wielu z nich zaczynało w wieku 10–12 lat i już w wieku 15 lat występowało na poziomie juniorskim. To nie była moja droga”, — przyznał.

„Powiedziałbym, że siatkówka wybrała mnie. Zacząłem w wieku 21 lat i nie było to łatwe, ale trenerzy dostrzegli we mnie potencjał, więc pracowałem niezwykle ciężko. Dużo trenowałem — i na siłowni, i na boisku — oraz uczyłem się od bardziej doświadczonych graczy. Każdego dnia starałem się być lepszy niż wczoraj. Obserwowałem innych, uczyłem się od nich i stale robiłem postępy z każdym trenerem, każdą drużyną i każdym sezonem. Teraz, w moim czwartym roku w Warszawie, obok takich zawodników nadal się rozwijam. Nawet po tylu latach chcę stawać się jeszcze lepszy”.

35 Wyświetlenia
Czy znalazłeś błąd lub niedokładność?Rozważymy Twoje uwagi tak szybko, jak to możliwe.